List do Thomasa Urbana
– niemieckiego dziennikarza i pisarza, byłego korespondenta gazety Süddeutsche Zeitung w Warszawie

Szanowny Panie!

Dobre wspomnienie z poznania Pana przed laty w Katowicach i książka Pana na półce mojej biblioteki skłaniają mnie do napisania do Pana raz jeszcze.

Pisze Pan problem w tej debacie leży szczególnie w braku informacji społeczeństwa polskiego.

Następnie znajduję w Pana publikacji następujący pasus: Jak wiadomo, Erika Steinbach w latach 90. chciała zablokować przyjęcie Polski do Unii Europejskiej, dopóki kwestia roszczeń i odszkodowań nie zostanie uregulowana. Ciekawe jest jednak, jak mało polskich redakcji informowało, że już dawno z tego zrezygnowała.

Czyli potwierdza Pan jej antypolskie stanowisko. A z czego właściwie zrezygnowała? Byłaby przecież idiotką a nie prominentnym posłem do Bundestagu gdyby po przyjęciu Polski do UE chciałaby w dalszym ciągu blokować nasze członkostwo.

Liczne są jej antypolskie wypowiedzi, zna je Pan sam znakomicie.

W gruncie rzeczy chodzi jednak o delikatne kwestie symboliczne. Nie ma Pan dla nich niestety zrozumienia. Pisze Pan:

- Rodzina ojca Eriki Steinbach pochodzi z Dolnego Śląska, gdzie on też mieszkał przed wojną. Rodzina tam zostawiła nieruchomości. Więc w świetle ustawodawstwa RFN ona opowiada wszystkim kryterium formalnym, aby prezentować BdV.

Dla Polaków Erika Steinbach jest córką okupanta urodzoną na polskiej okupowanej przez Niemców ziemi. Uznanie jej za wygnaną ze swojej ojczyzny Niemki jest fałszem historii.

Zupełnie zdumiewający jest jeszcze inny fragment pana tekstu: rodzice Eriki Steinbach w Rumii wcale nie wyrzucili polskiego właściciela z domu, w którym mieszkali. Płacili mu czynsz i mieli z nim dobre stosunki.

Oddam tu głos historykom:

Rumia ucierpiała w czasie wojny począwszy od w kampanii obronnej 1939 roku. Już we wrześniu SS i SD zaczęły terroryzować miejscową ludność polską i żydowską. Część z nich rozstrzelali i zakopali w masowych grobach w lasach w Piaśnicy Wielkiej (razem wszystkich zabitych z okolic około 10-12 tys. Polaków, głównie przedstawicieli inteligencji północnego Pomorza a wśród nich budowniczych miasta i portu Gdynia). Około 50% pozostałych mieszkańców deportowano do GG.

Na ich miejsce sprowadzono m.in. rodzinę pani Steinbach.

Z wyrazami szacunku,

Jędrzej Krakowski

P.S. W przesłanym mi przez Pana tekście Wina obu stron, którego liczne trafne opinie uznaje za istotne dla debaty polsko-niemieckiej znalazłem też drobne odniesienie do żenującego tekstu die Tageszeitung, jaki Pan nazwał satyrą. Pozwalam sobie w załączeniu odnieść i do tego zdarzenia.
JK