Osiem tez o polskiej propozycji rozkładu głosów w systemie decyzyjnym Unii Europejskiej

  1. W grudniu 2001 Rada Europejska - dokumentem zwanym od miejsca obrad Deklaracją z Laeken, określiła mandat dla Konwentu przygotowującego Traktat Konstytucyjny. Wyznaczono zakres niezbędnych reform instytucjonalnych, które miały uczynić Unię Europejską bardziej demokratyczną, coraz bardziej spójną, przejrzystą i wydajną, a przez to zdolną do sprostania najważniejszym wyzwaniom współczesności. Podkreślono, że umocnienie Unii wymaga jej zbliżenie do obywateli. Trudno uznać by ten mandat Konwent wypełnił. Oparcie podziału głosów w systemie decyzyjnym UE na liczbie obywateli państw członkowskich przejęte z Traktatu Konstytucyjnego do Traktatu Reformującego tylko pozornie zbliża obywateli do instytucji unijnych.
  2. Decyzje dotyczące całej UE nie są podejmowane przez demokratyczną instytucję. W najważniejszej instytucji decyzyjnej UE czyli Radzie UE reprezentowane są państwa. Nie ma żadnych gwarancji, że decyzje Rady będą zgodne z poglądami większości obywateli całej Unii. Państwa członkowskie kształtują swoje stanowisko w Radzie niemal wyłącznie pod wpływem swojej własnej sytuacji politycznej.
  3. Unia Europejska jest specyficzną organizacją suwerennych państw, które część swej suwerenności przekazały Wspólnocie Europejskiej. W organizacjach międzynarodowych każde państwo członkowskie ma jednakowe prawa, ma jeden głos. Integracja przez uwspólnotowienie niektórych obszarów polityki gospodarczej wymaga jednak uwzględnienia w procesie decyzyjnym Unii Europejskiej także potencjału społeczno-gospodarczego państw członkowskich.
  4. Dopóki Unia Europejska jest związkiem suwerennych państw podstawą systemu decyzyjnego powinien być zatem kompromis między wielkością państw a równością przysługująca państwom członkowskim każdej organizacji międzynarodowej. Polska propozycja rozkładu głosów w najważniejszym organie decyzyjnym Unii oparta na pierwiastku liczby ludności była takim właśnie kompromisem. Celem Polski było przyjęcie systemu wyrównującego wpływ państw członkowskich na proces decyzyjny. Przedstawiciele Polski w Konwencie byli tylko obserwatorami wykluczonymi z podejmowania decyzji. Ten fakt czyni bezprzedmiotowym argument o zbyt późnym zgłoszeniu polskiej propozycji rozkładu głosów w systemie decyzyjnym.
  5. Dynamika integracji europejskiej uzasadnia oczekiwanie, by Unia stawała się w coraz większym stopniu nie tylko organizacją państw ale i obywateli. Dlatego też to Parlament Europejski, w którym zasiadają reprezentanci różnych politycznych formacji wyłaniani w powszechnych wyborach, powinien mieć coraz szersze rzeczywiste uprawnienia decyzyjne i to jego skład powinien dobrze odzwierciedlać potencjał ludnościowy państw członkowskich.
  6. Wzmocnienie znaczenia Europy w świecie obecnie i w przyszłości wymaga zacieśnienia związków nie tylko gospodarczych ale także politycznych. Jeśli w przyszłości państwa i obywatele UE zdecydują o potrzebie nadania Unii Europejskiej formy federacyjnej lub konfederacyjnej to głównym podmiotem decyzyjnym stanie się Parlament Europejski. Rada Europejska lub Rada Unii Europejskiej stać się powinny wtedy rodzajem Senatu.
  7. W państwach federalnych takich jak Stany Zjednoczone czy Niemcy instytucje o charakterze senatu mają w swym założeniu zapewniać ochronę interesów słabszych podmiotów tworzących federację przed dominacją interesów największych. W Niemczech głosy poszczególnych landów w Bundesracie nie odzwierciedlają proporcji ludnościowych, większe i silniejsze mają relatywnie mniej głosów niż mniejsze i słabsze. W Stanach Zjednoczonych wszystkie stany maja równą reprezentacje w Senacie. Jak widać nawet antycypacja takiego kierunku rozwoju wyraźnie przemawiała za polska propozycją.
  8. Przyjęty w traktacie reformującym system tzw. podwójnej większości nadmiernie wzmacnia pozycję dużych państw, szczególnie Niemiec. System proponowany przez Polskę jest bliższy logice europejskiej integracji gospodarczej opartej na wizji federalistycznej. Odwołanie się do tej wizji w argumentacji na rzecz polskiej propozycji nie oznacza jednak, że jej przyjęcie czyniłoby z UE państwo federalne. Przekształcenie UE w państwo federalne wymagałoby spełnienia wielu innych trudnych i złożonych warunków. Społeczeństwa i państwa członkowskie UE nie są do tego gotowe.