List do Sławomira Sierakowskiego

Pan Sławomir Sierakowski

Szanowny i Drogi Panie!

Z zainteresowaniem i sympatią czytam Pana wypowiedzi. Podzielam Pana pogląd, że koniecznym warunkiem odrodzenia prawdziwej socjaldemokracji w Polsce jest wprowadzanie lewicowego języka do sfery publicznej. Podzielam również Pana diagnozę przyczyn szerzenia się wszelkiego rodzaju populizmów. Cieszę się, że zauważył Pan wreszcie istotną przyczynę dominacji neoliberalizmu jaką była zamiana postulatów ekonomicznych na kulturowe, dokonana przez lewicę zachodnią, która wybrała tzw. trzecią drogę. (PlusMinus z 4-5 sierpnia 2007).

Sądzę jednak, że dla przywrócenie lewicy należnego jej publicznego szacunku w Polsce nie wystarczy podejmowanie polemiki z prostackimi receptami na neoliberalne reformy społeczne i z monetarystycznym skażeniem polityki gospodarczej. Konieczne jest także odsłanianie praktyki politycznej formacji postkomunistycznej, którą niechętne demokratycznej lewicy media nazywają lewicą legitymizując w ten sposób jej obecność na politycznej scenie. Brakuje mi też w Pana wypowiedziach odniesienia do modnej dziś polityki historycznej. Brakuje przywołania wielkiej tradycji PPS i jej antykomunistycznego dziedzictwa. Brakuje mi również odniesienia do odpowiedzialność elit III RP za wadliwe uformowanie sceny politycznej kraju i za dopuszczenie do uwłaszczenia pezetpeerowskiej nomenklatury, co ułatwiło polityczną ekspansję formacji postkomunistycznej. Związane z tymi elitami media skutecznie marginalizowały zarzutami populizmu polityków podejmujących krytykę neoliberalnych koncepcji gospodarki i państwa z pozycji socjaldemokratycznych lub konserwatywnych.

Powstanie socjaldemokracji wolnej od pezetpeerowskiego rodowodu zostało zablokowane. Postkomuniści zawłaszczyli szyld socjaldemokracji i dwukrotnie pod lewicowymi hasłami, żerując na społecznym niezadowoleniu zdobyli władzę. Postkomuniści nie usiłowali nawet wprowadzać jakichkolwiek korekt do polityki społeczno-gospodarczej. Przeciwnie kapitalizm, jaki ukształtował się w Polsce u zarania III RP sprzyjał ich rzeczywistym zamiarom ugruntowania swoich wpływów w aparacie państwowym i w gospodarce. Ich zasadniczym celem stała się władza zapewniająca wykorzystanie państwa w interesie bogacenia własnego środowiska. Niemiecki dziennikarz trafnie nazwał SLD bezideowym stowarzyszeniem ochrony interesów dawnej komunistycznej nomenklatury. Pod rządami SLD szybko pogłębiała się demoralizacja aparatu państwowego i samorządowego, sądownictwa, prokuratury, policji, służb specjalnych, publicznej TV. Afera Rywina skompromitowała także tych, którzy ułatwili postkomunistom obecność w polityce. Państwo znalazło się w kryzysie. Partia zrzeszająca bezideowych politycznych szalbierzy i tych, którzy ich wciąż tolerują w swoich szeregach określa się jako lewica i tym samym dalej kompromituje pojęcie lewicy w opinii publicznej.

Pan oczywiście wszystko to wie doskonale. Dlatego ze zdumieniem przyjąłem Pana deklarację przychylności dla nowych działań Aleksandra Kwaśniewskiego jaką wyraził Pan w przywołanym już wywiadzie dla Rzeczpospolitej. Aleksander Kwaśniewski to polityk, który jest odpowiedzialny w najwyższym stopniu za liczne skażenia polskiej demokracji. Aleksander Kwaśniewski jest uwikłany osobiście i rodzinnie w niejasne interesy i spekulacyjne dochody. To capo di tutti capi politycznej formacji, która ma mafijne cechy. Na dodatek wraz ze współmałżonką jest krzewicielem politycznego kiczu i estetycznej tandety. Nie rozumiem skąd się bierze Pana nadzieja, że Aleksander Kwaśniewski mógłby uprawiać lewicową politykę?

Moim zdaniem odbudowa myśli i politycznej praktyki socjaldemokratycznej w Polsce wymaga jednoznacznego, bezkompromisowego odcięcia się od nie tylko od byłych pezetpeerowskich aparatczyków ale także od tych wszystkich, którzy mając świadomość ich moralnej, etycznej i politycznej degrengolady podjęli z nimi współpracę.

Łączę wyrazy sympatii i poważania,

7 sierpnia 2007