Napiszmy traktat na nowo

 
 
 
 
 
Wtorek, 7 czerwca 2005

Napiszmy traktat na nowo

Jędrzej Krakowski* 07-06-2005, ostatnia aktualizacja 07-06-2005 18:32

Odrzucenie traktatu konstytucyjnego przez Francuzów i Holendrów stwarza szanse na prawdziwe zbliżenia Unii Europejskiej do obywateli. Wszystkie ważne decyzje integracyjne będą musiały być poddawane referendom. O przyszłości UE zaczną decydować jej mieszkańcy

Odrzucenie traktatu konstytucyjnego we Francji i w Holandii było w istocie protestem przeciw lekceważeniu demokracji w UE. Pomysł, by eurokonstytucja była zatwierdzana w drodze referendum, jest bowiem parodią demokracji, kolejnym przejawem odgórnej europeizacji - tym razem pod hasłem ograniczenia "deficytu demokracji" w Unii. Jak można prosić obywateli Europy, by zatwierdzili w referendum skomplikowany traktat międzynarodowy, skoro nawet politycy - zarówno popierający ten dokument, jak i jego przeciwnicy - słabo albo wcale nie znają jego zapisów? W komentarzu poważnej niemieckiej gazety czytamy, że po przyjęciu eurokonstytucji przez Bundestag większością 95 proc. głosów żaden deputowany pytany przez dziennikarzy nie potrafił wyjaśnić jego najważniejszych postanowień. Jak można żądać, by obywatele UE racjonalnie zdecydowali, czy zgadzają się z postanowieniami traktatu, skoro jego tekst uważany jest przez francuskich socjalistów za "drzwi do liberalnej Europy koncernów", a przez angielskich neoliberałów za instrument "neosocjalistycznej Europy etatystów"? Prezentując traktat w mediach, renomowani i znani z obiektywizmu dziennikarze popełniali rozliczne błędy, co świadczy o tym, że dokument ten jest w pełni zrozumiały tylko dla specjalistów.

Już choćby z tego powodu Francuzi i Holendrzy głosowali nie przeciw traktatowi, lecz przeciw swojej klasie politycznej, która nie potrafiła wyjaśnić, jak się mają zapisy eurokonstytucji do obaw odczuwanych przez społeczeństwo. Polacy w referendum opowiedzieliby się jeszcze raz za naszym członkostwem w UE, a nie za traktatem. Byłby to dziwny paradoks, gdyby Polacy poparli traktat, który jest dla nas mniej korzystny niż stan obecny, a Francuzi odrzucili ten dokument, choć umacnia on pozycję Francji. Szacunek dla demokracji wymaga, by w referendach pytać o sprawy powszechnie zrozumiałe. Kontynuowanie referendów w innych krajach byłoby zatem absurdem i kpiną z demokracji.

Zabrakło odpowiedzi

W 465 artykułach eurokonstytucji skomasowano i zredagowano na nowo wszystkie traktaty i porozumienia, jakie zawarto dotychczas w ramach Wspólnot i Unii Europejskiej. Wprowadzono konieczne po poszerzeniu UE zmiany instytucjonalne, zwiększono rolę i kompetencje Parlamentu Europejskiego i parlamentów narodowych w stanowieniu wspólnego prawa, zmieniono rozkład głosów i zwiększono zakres głosowania większościowego w Radzie UE (czyli ograniczono prawo weta). Wprowadzono też zmiany ułatwiające funkcjonowanie Rady Europejskiej i zapisy ułatwiające koordynację polityki zagranicznej i bezpieczeństwa.

Nowa metoda liczenia głosów spowodowała ostre kontrowersje, których można było uniknąć, gdyby w traktacie znalazły się zapisy gwarantujące kardynalną dla integracji gospodarczej zasadę solidarności - a tego właśnie zabrakło. Zasadne protesty wywołał też jeden z artykułów naruszający zasadę równoprawności - chodzi o uprzywilejowanie Niemiec w zakresie pomocy publicznej.

Te jednak mankamenty nie miały wpływu na wyniki referendów we Francji i w Holandii. Powody odrzucenia eurokonstytucji były inne. Argument, że traktat usprawni funkcjonowanie UE i zwiększy przejrzystość podejmowania decyzji, był dla opinii publicznej dalece niewystarczający. W istocie traktat nie wprowadzał żadnych zasadniczych zmian w dotychczasowej koncepcji integracyjnej UE.

Przygotowując eurokonstytucję, miano na względzie fakt rozszerzenia Unii o dziesięć nowych krajów. Zaniedbano jednak wyjaśnienia, jakie konkretne, wymierne korzyści przyniesie starym krajom UE przyjęcie nowych państw. Rozszerzenie dokonało się w trudnym dla Europy okresie gospodarczej stagnacji i wysokiego bezrobocia. Musiało to wywołać liczne obawy w starych krajach członkowskich, że rozszerzenie grozi dumpingiem socjalnym i pogorszeniem sytuacji społecznej. Obywatele chcieli wiedzieć, w jakim kierunku zmierza UE, co gwarantuje swoim obywatelom, przed czym i jak chce ich chronić. W traktacie zabrakło odpowiedzi na te pytania.

Dwie wizje przyszłości

Europejczycy muszą opowiedzieć się za jedną z dwu koncepcji przyszłości. Pierwsza to kontynuacja głównego nurtu dotychczasowych procesów integracyjnych, czyli umacnianie ponadnarodowych instytucji wspólnotowych (Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej) oraz zwiększanie koordynacji i harmonizacji coraz szerszych obszarów polityki gospodarczej i społecznej przy zachowaniu zasady solidarności finansowej, która przejawia się we wsparciu rozwojowym dla biedniejszych krajów i regionów Wspólnoty. Ważną cechą tego nurtu jest ochrona praw obywatelskich i współpraca w sprawach wewnętrznych. W tym nurcie mieści się również postulat wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa państw członkowskich UE.

Druga koncepcja przyszłości Europy, zwykle przypisywana Brytyjczykom, zakłada osłabienie quasi-federalnych instytucji europejskich, sprowadzenie UE do unii celnej i wspólnego rynku, rozmontowanie Wspólnej Polityki Rolnej i polityki strukturalnej. Koncepcja owa oznacza minimalną koordynację polityki gospodarczej i otwarcie drogi do neoliberalnych reform w stylu thatcherowskim, a także konkurencję wewnątrz UE nieskrępowaną żadnymi względami społecznymi. Wówczas do UE można by przyjąć każde państwo, które zechce do niej przystąpić.

Zwróćmy uwagę, że wybór tej koncepcji oznaczać musi nieuchronne rozbicie UE na obszar unii walutowej oraz państwa do niej nienależące. Utrzymanie unii walutowej wymaga bowiem coraz pełniejszej koordynacji polityki gospodarczej i społecznej, łącznie ze wspólną polityką podatkową. Teoria ekonomii dowodzi, że na dłuższą metę nie można prowadzić wspólnej polityki monetarnej bez wspólnej polityki fiskalnej.

Model brytyjski to konkurencja bez solidarności, o czym świadczą dobitnie postulaty Wielkiej Brytanii - żądanie obcięcia budżetu Unii na lata 2007-13 i odmowa negocjowania wysokości rabatu, mimo oczywistych racji przemawiających za jego obniżeniem.

Potrzeba socjalkonstytucji

Aby obywatele Europy dokonali świadomego wyboru modelu politycznego i społecznego UE, potrzebne jest nowe uzasadnienie integracji. Paradoksem jest, że integracja europejska wywodzi się nie z poczucia jedności kulturowej i cywilizacyjnej naszego kontynentu, lecz z pamięci tragicznych skutków dwu wojen światowych, strachu przed ZSRR, a także z woli zapobieżenia dominacji amerykańskiej. Na początku lat 50. minionego wieku politycy i opinia publiczna zachodniej Europy uznali, że ochrona suwerenności krajów europejskich wymaga wspólnego działania. Zewnętrzne zagrożenia przyśpieszały dynamikę integracyjną, ułatwiały przezwyciężenie konfliktów i kryzysów politycznych.

Dziś, po upadku komunizmu, tamtych zagrożeń nie ma. Spoiwem integracji może być wola zachowania europejskiego modelu równowagi między liberalizmem ekonomicznym a solidarnością społeczną. W warunkach postępującej globalizacji siła państwa narodowego nie wystarcza, by ograniczać i łagodzić jej negatywne skutki gospodarcze. Z wyzwaniami globalizacji zmierzyć się można tylko przez pogłębianie integracji europejskiej.

Zjednoczona Europa to jedno z najważniejszych centrów cywilizacyjnych świata, najbogatszy na świecie rynek regulowany jednolitymi przepisami, które muszą uwzględniać największe państwa świata i wszystkie korporacje ponadnarodowe. Europejczycy powinni zatem wybrać pierwszą z dwu koncepcji europejskiej przyszłości. Powinniśmy dążyć do tego, by traktat konstytucyjny został napisany na nowo językiem zrozumiałym. A także, by został uzupełniony o zapisy gwarantujące solidarność - czyli potrzeby rozwojowe biedniejszych krajów UE - oraz zachowanie wysokich europejskich standardów socjalnych. Wtedy wymowa tego dokumentu stanie się jednoznaczna i w referendum będzie można zapytać po prostu: "Czy jesteś za pogłębianiem integracji UE w oparciu o traktat konstytucyjny?".

* Dr hab. Jędrzej Krakowski - ekonomista, dyrektor Ośrodka Studiów Europejskich Uniwersytetu Śląskiego, w latach 1990-94 ambasador RP w Seulu