Nie ma integracji bez solidarności

Dla integracji z Unią Europejska nie mamy dobrej alternatywy. Jest to wybór cywilizacyjny i zapewniający bezpieczeństwo państwa. Nie wolno zatem dopuścić do sytuacji kiedy źle wynegocjowane warunki członkostwa spowodują mobilizację przeciwników naszego członkostwa w UE i referendum będzie ważne lecz przegrane. Wtedy politycy w Unii Europejskiej umyją ręce i będą się czuli zwolnieni z odpowiedzialności. Warunkiem progowym, którego przekroczenie oznacza spełnienie się tego czarnego scenariusza jest zgoda naszego rządu na nierównoprawne członkostwo w Unii Europejskiej polegające na wyłączeniu nas choćby tylko częściowym ze Wspólnej Polityki Rolnej i pełnego dostępu do funduszy strukturalnych. W tych dwu obszarach przejawia się bowiem fundamentalna zasada integracji jaką jest solidarność.

Integracja gospodarcza przynosi korzyści wszystkim jej uczestnikom ale różnice w poziomie i strukturze rozwoju gospodarczego krajów uczestniczących w układzie integracyjnym powodują, że korzyści te są rozłożone nierównomiernie w czasie i w przestrzeni między krajami, regionami i sektorami gospodarki. Największe korzyści odnoszą kraje najbogatsze.

Efekty integracji najszybciej przejawiają się w handlu zagranicznym gdyż proces integracji rozpoczyna się od znoszenia ograniczeń handlowych. Dobrą ilustracją tych dwu tez są wyniki obrotów handlowych między Polska a Unia Europejską.

Od kiedy podpisaliśmy umowę stowarzyszeniową z UE nasz deficyt handlowy z krajami UE pogłębił się z 800 mln dol. w 1992 roku do 11 mld. 800 mln. dol. w roku 1998 czyli piętnastokrotnie. Analizy ekonomiczne wskazują, że ta wielka nadwyżka handlowa UE oznaczała zatrudnienie dla 380 tys. ludzi.

Poziom rozwoju państw należących do Wspólnot Europejskich jest silnie zróżnicowany. Stąd też warunkiem zawiązania, trwałości i sprawnego funkcjonowania układu integracyjnego było przyjęcie zasady solidarności, która przejawia się w wyrównywaniu korzyści polegającym na transferze części dochodów od tych, którzy korzystają najwięcej do tych, którzy z integracji korzystają mniej. Sprzyja to ogólnemu rozwojowi i ogranicza konflikty społeczne.

Dla realizacji tej zasady Wspólnoty Europejskie ustanowiły wspólny budżet. Beneficjentami tego budżetu są kraje biedniejsze. Kraje bogatsze wpłacają do budżetu więcej niż z niego otrzymują ale przyrost swej zamożność w dużej części zawdzięczają integracji z krajami biedniejszymi i to tym większą część im szybciej - między innymi dzięki transferom dochodowym - wzrasta zamożność biedniejszych.

Płatności budżetu UE nie są więc gestem szczodrości bogatych wobec biednych lecz mechanizmem niezbędnym dla trwania i pogłębiania integracji gospodarczej oraz umacniania procesów rozwojowych w całym ugrupowaniu integracyjnym.

W trakcie akcesji negocjowanie kierunku i wielkości transferów polegać powinno zatem głównie na weryfikacji wyliczeń dotyczących efektów jakie stare i nowe państwa członkowskie UE odniosą z rozszerzenia. Powstaje tu jednak pewien kłopot polityczny. Otóż transfery dokonywane są za pośrednictwem budżetów narodowych i wypłacane z budżetu UE a zatem są łatwo policzalne.

Korzyści z integracji odnoszą natomiast przedsiębiorstwa ( co oczywiście pośrednio zwiększa także dochody budżetów narodowych ). Wyodrębnienie tych korzyści jest jednak trudniejsze. I to właśnie powoduje, że niektórzy politycy przedstawiają opinii publicznej transfery jako koszty (realne efekty ) przyjęcia do UE nowych biedniejszych państw.

Traktowanie wypłat z budżetu jako kosztów rozszerzenia w oderwaniu od korzyści jakie rozszerzenie przynosi staje się w ten sposób nieczystym elementem gry politycznej. Rzeczywiste efekty integracji są oczywiście analizowane przez specjalistów i rezultaty ich badań są znane lecz ci, którzy najwięcej zyskają najmniej chętnie o tym mówią.

*

W czerwcu 2001 roku Komisja Europejska opublikowała raport na temat ekonomicznych efektów rozszerzenia UE. W raporcie stwierdzono, że w wyniku rozszerzenia UE o 8 krajów EŚW wzrost gospodarczy 15 obecnych krajów członkowskich UE może zwiększać się corocznie w latach 2005-2009 o 0.5 do 0.7 procent ich PKB. Efekt wzrostowy uzyskania członkostwa w UE przez kraje EŚW może być znacznie silniejszy i wynieść corocznie w tym samym czasie 2% ich PKB. Aby określić rzeczywistą skalę korzyści jakie odniosą obie grupy krajów należy przeliczyć te relatywne wielkości na liczby bezwzględne.

Kraje "15" liczą 375 mln. ludności a wartość ich PKB to około 8510 mld. dol. am. co oznacza, licząc ostrożnie i w pewnym uproszczeniu, coroczny dodatkowy dzięki rozszerzeniu przyrost PKB o wartości od 43 do 60 mld. dol.am., a na głowę mieszkańca od 115 do 160 dol. am.

Z rozszerzenia największa korzyść odniosą Niemcy gdyż ich powiązania z gospodarkami EŚW są największe. Analizy niemieckie wskazują, że rozszerzenie może zwiększać niemiecki PKB corocznie o 1% co oznacza prawie 20 mld. dol. am. a przeliczając na głowę Niemca ponad 240 dol. am.

Zauważmy, że wzrost PKB krajów "15" o 43 miliardy dol. am. odpowiada około 47% całego budżetu UE a 60 mld. dol. to 2/3 budżetu. Kwoty te kilkakrotnie przekraczają wysokość założonych przez KE rocznych wydatków z budżetu UE na nowe kraje członkowskie.

Przytoczone analizy wskazują , że uzyskany już przez kraje "15" dostęp do rynków krajów kandydujących wynikający z układów stowarzyszeniowych nie wyczerpuje korzyści jakie kraje "15" odniosą z rozszerzenia.

Ludność 8 krajów EŚW liczy prawie 74 mln. wytwarzającej PKB o wartości około 320 mld. dol. Dwu procentowe pobudzenie wzrostu ma zatem w pierwszym roku członkostwa wartość około 6.4 mld. dol. am., a w przeliczeniu na głowę mieszkańca nieco ponad 86 dol. am. W przypadku Polski na głowę byłoby to około 90 dol. am. ale wyniki tego rachunku oczywiście nie wyczerpują korzyści jakie odniesiemy z członkostwa w UE.

Rachunek ten pokazuje jednak zasadność naszych oczekiwań, że z budżetu UE będziemy otrzymywać więcej niż będziemy do niego wpłacać.

Zauważmy jeszcze, że całość budżetowych kosztów rozszerzenia UE sama Komisja Europejska szacuje na około 0.1 proc PKB krajów "15" czyli jedną tysięczną unijnego PKB.

Korzyści ekonomiczne ze stowarzyszenia krajów Europy Środkowo-Wschodniej z UE jakie już teraz odnosi gospodarka i społeczeństwa UE wielokrotnie przewyższają koszty budżetowe rozszerzenia.

*

Transfery dochodowe w Unii Europejskiej występują także ze względu na duże zróżnicowanie dochodowości różnych sektorów gospodarczych. Przeciwdziałanie nadmiernym różnicom dochodów ułatwia utrzymanie stabilizacji społecznej. Tak jest zarówno w przypadku pojedynczego kraju jak i ugrupowania integracyjnego.

Obszarem, który mógł przysporzyć Wspólnotom Europejskim najwięcej kłopotów społecznych i utrudnić integrację było rolnictwo. I ten właśnie obszar obok produkcji węgla, żelaza i stali podlegał od początku wspólnej polityce.

Konieczność wspólnej polityki rolnej miała jednak jeszcze inną zasadniczą przyczynę a mianowicie duże zróżnicowanie warunków produkcji rolnej miedzy poszczególnymi krajami członkowskimi Wspólnot. W warunkach jednolitego wspólnego rynku brak gwarancji cenowych uwzględniających droższych producentów doprowadziłoby do bankructwa rolników w krajach o gorszych warunkach produkcji. Obok gwarancji cenowych WPR musiała być oparta na zasadzie preferencji dla zbytu produkcji krajów członkowskich i zasadzie finansowej solidarności czyli wspólnego ponoszenia kosztów polityki rolnej. Polityka oparta na wysokich gwarantowanych cenach stabilizowała rynek ale doprowadziła do marnotrawnej i kosztownej dla budżetu nadprodukcji. Przeciwdziałając temu postanowiono więc obniżać ceny gwarantowane. Równocześnie jednak aby ograniczyć dysparytet dochodowy rolnicy otrzymują w zamian dopłaty bezpośrednie rekompensujące im obniżki cen.

Krytycy WPR zwracają uwagę że polityka cenowa i dochodowa WPR pochłania ponad 42% budżetu UE. To prawda ale to przecież tylko niespełna 0.5 % PKB "15". To właśnie dzięki WPR proces integracji europejskiej dokonał się bez większych zaburzeń społecznych.

Dużych różnic w warunkach produkcji rolnej w Europie oraz niższej dochodowości pracy w rolnictwie nie można zlikwidować, dlatego wbrew jej krytykom WPR pozostanie trwałym elementem mechanizmu integracji europejskiej, co oczywiście nie wyklucza różnych jej korekt.

Nieprzyznanie rolnikom w nowych krajach członkowskich identycznych praw jakie posiadają rolnicy "15" może spowodować wyeliminowanie ich z rynku czyli bankructwo, powstałaby sytuacja, której zapobieżenie było celem ustanowienia WPR.

Żenujący, w oczywisty sposób fałszywy jest pogląd głoszony przez niektórych funkcjonariuszy KE i polityków UE a także, co jest zdumiewające, niektórych polskich komentatorów, że dopłaty bezpośrednie dla polskich rolników utrwalą złą strukturę i zacofanie naszego rolnictwa.

Przeciwnie zwiększenie opłacalności w produkcji i możliwość uzyskanie jej poprawy zachęcać będzie do wysiłku inwestycyjnego i zdobywania wiedzy rolniczej czyli modernizacji. Komisja Europejska proponuje nam dopłaty dla małych gospodarstw w wysokości 1000 Euro rocznie. Ta propozycja ma posmak manipulowania polską biedą. Komisarz Fischler twierdzi, że dzięki temu gospodarstwa te będą mogły stać się towarowymi. Przeliczając na złote kwota ta wynosi około 4000 zł. czyli miesięcznie 333 zł., co odpowiada marnemu zasiłkowi socjalnemu. Tego rodzaju wsparcie nie umożliwi restrukturyzacji przeciwnie będzie utrwalać biedę na wsi.

Koniecznym warunkiem modernizacji rolnictwa jest zapewnienie odpowiedniej dochodowości gospodarstwom rolnym. Niemiecki dziennikarz Klaus Bachmann świetnie znający zarówno Polskę jak i Unie Europejską napisał niedawno, że Komisja Europejska chce " aby karłowate gospodarstwa w Polsce mogły pozostać karłowate, aby mimo to dostawały dotacje w sposób mniej biurokratyczny (przez co konkurencyjne gospodarstwa dostaną mniej) i aby Polska przez lata jeszcze pozostawała importerem netto żywności z UE". W 2001 roku deficyt handlowy Polski z Unią Europejska w obrotach żywnością wyniósł 376 mln. dol.

Powstaje wprawdzie obawa, że sprzeczności poglądów wewnątrz UE na temat reformy Wspólnej Polityki Rolnej mogą skomplikować, a nawet uniemożliwić przyjęcie przez UE wspólnego stanowiska negocjacyjnego uwzględniającego zrozumiałe oczekiwania państw kandydujących. Czy to znaczy, że taka obawa może skłonić do zgody na dyskryminujące nas warunki członkostwa w Unii, które zamiast sprzyjać naszemu rozwojowi będą przyczyną rosnących napięć społecznych, bezrobocia i wykluczenia? Oczywiście nie.

Nasze stanowisko musi być jasne. Nie zaaprobujemy warunków, które są sprzeczne z fundamentalnymi zasadami dotychczasowej integracji Wspólnot Europejskich. Wspólna Polityka Rolna z wielu względów wymaga korekty lecz każdy jej kształt musi zapewniać równe prawa jej podmiotom bo taka jest logika jednolitego rynku. Na tym właśnie opierać musimy nasze stanowisko negocjacyjne.

Biorąc pod uwagę, złożoność WPR, postulowane jej reformy oraz kontrowersje budżetowe w UE powinniśmy rozważyć możliwość wyrażenia zgody na stopniowe dochodzenie do pełnego udziału we WPR lecz nie wykraczające poza rok 2006 i od co najmniej dwukrotnie wyższego pułapu w pierwszym roku niż proponowany przez Komisję. Pomysł sfinansowania przez budżet krajowy różnicy w dopłatach należy uznać wobec znanej sytuacji budżetowej za fikcyjny.

*

Członkostwo w UE negocjujemy z rządami państw członkowskich a te muszą się liczyć z protestami w swych krajach przeciwko wysokim "kosztom" przyjęcia nowych krajów do UE. Zajmują więc stanowisko negocjacyjne, które przysparza im najmniej kłopotów politycznych.

Do przeciwstawienia się fałszywym rachunkom i przedstawienia opinii publicznej rzeczywistych skutków rozszerzenia, korzyści jakie odniosą ich gospodarki i obywatele zmusić ich może jedynie twarde stanowisko krajów kandydujących żądające spełnienia fundamentalnej zasady integracji - czyli solidarności. Jeśli nie zgodzimy się na zamknięcie negocjacji bez tego warunku politycy w krajach Unii Europejskiej będą musieli przemyśleć wszystkie negatywne konsekwencje utrzymania podziału Europy: utratę przyszłych korzyści i dużej części korzyści, które już mają oraz powstanie nowych licznych zagrożeń społecznych i politycznych. Ten bilans pomoże im uznać nasze racje.