Solidarność tkwi w szczegółach

19.04.04 Nr 92

Korzyści z rozszerzenia Unii Europejskiej dla krajów "15" są wielokrotnie większe niż pomoc z budżetu UE dla nowych członków

Solidarność tkwi w szczegółach

RYS. JANUSZ MAYK MAJEWSKI

JĘDRZEJ KRAKOWSKI

Po nieudolnych negocjacjach, prowadzonych przez rząd SLD, Unia Europejska zaoferowała Polsce złe warunki przystąpienia. W ogniu krytyki osiągniętych w Kopenhadze rezultatów słaby rząd Leszka Millera nie miał innego wyjścia, jak ulec żądaniu opozycji i bronić silnej politycznej pozycji Polski w Unii, uzyskanej wcześniej na szczycie w Nicei.

W Agendzie 2000 przewidywano, że w latach 2004 - 2006 sześć nowych krajów członkowskich otrzyma 30 mld euro z budżetu UE. Ostatecznie przyjęto dziesięć państw, ale kwotę wsparcia zmniejszono do niespełna 22 mld euro. W rezultacie na jednego mieszkańca w regionach objętych pomocą strukturalną w krajach "15" przypada w latach 2004 - 2006 rocznie 224 euro, podczas gdy w 10 nowych krajach - 59 euro, czyli prawie cztery razy mniej.
Realizm polityczny skłonił Polaków do zaakceptowania w referendum przystąpienia do Unii. Ważnym argumentem była nadzieja na poprawę warunków członkostwa już po wejściu do UE, dzięki zapowiadanej silnej pozycji Polski w systemie podejmowania unijnych decyzji. Można uznać, że przedmiotem referendum był pakiet składający się z oferty kopenhaskiej i traktatu nicejskiego. Wyłączenie z tego pakietu - już po referendum - korzystnej części, podważa jego pozytywny wynik. A ku temu zmierzają zawarte w projekcie traktatu konstytucyjnego zmiany systemu podejmowania decyzji.

Biedni dostaną mniej

Dyskusję nad takimi zmianami możemy podjąć tylko wtedy, gdy będziemy mieć gwarancję, że nasze członkostwo będzie zgodne z kardynalnymi zasadami integracji: równoprawnością i solidarnością. Taką gwarancją będzie dopiero korzystny dla nas kształt budżetu UE w latach 2007 - 2013, a dokładnie zapewnienie nam równoprawnego korzystania z funduszy rozwojowych. Zadecydują o tym negocjacje między państwami członkowskimi, Komisją Europejską i Parlamentem Europejskim. Perspektywa finansowa Wspólnot na lata 2007 - 2013 stanie się przedmiotem obrad nowego Parlamentu Europejskiego, w którym będziemy już obecni. Polska reprezentacja musi przekonać strasburskie zgromadzenie, że rozszerzenie UE może być sukcesem, pod warunkiem, iż Wspólnota Europejska będzie solidarna.

Solidarność w odniesieniu do integracji jest nie tylko kategorią etyczną, lecz także ekonomiczną. Integracja ekonomiczna zwiększa bogactwo wszystkich krajów UE, ale różnice w poziomie rozwoju powodują, że bieżące korzyści rozłożone są nierównomiernie i kraje wyżej rozwinięte zyskują więcej. Nowoczesne przedsiębiorstwa z silnym zapleczem kapitałowym łatwiej wykorzystują otwarcie nowych rynków. W tej sytuacji warunkiem trwałości i sprawnego funkcjonowania układu integracyjnego jest przekazywanie części dochodów przez tych, którzy korzystają więcej, tym, którzy z integracji korzystają mniej. To nie gest szczodrości bogatych wobec biednych, lecz mechanizm niezbędny dla umacniania procesów rozwojowych w całej Unii.

Zasadą solidarności kierowano się w budowie Wspólnot Europejskich oraz tworzeniu mechanizmów Wspólnej Polityki Rolnej i Polityki Regionalnej. Przy zachowaniu tej zasady rozciągano owe mechanizmy na kolejno przystępujące do Unii biedniejsze kraje Europy Zachodniej - Irlandię, Grecję, Portugalię i Hiszpanię. Później, aby pomóc biedniejszym krajom w sprostaniu presji konkurencji na jednolitym rynku i w zapowiedzianej unii monetarnej, ustanowiono Fundusz Spójności. Teraz największe rozszerzenie UE o znacznie biedniejsze kraje ma być dokonane za pomocą znacznie niższych środków.

Co rozśmieszyło Delorsa

Sześć państw UE zwróciło się o obniżenie limitów budżetowych Unii z 1,24 do 1 proc. dochodu narodowego brutto (DNB). Jacques Delors, były przewodniczący Komisji Europejskiej, określił tę propozycję jako śmieszną i bezsensowną, jeśli UE chce, aby rozszerzenie było sukcesem.

Unia Europejska przez wiele lat pod hasłem dostosowań do standardów europejskich zmuszała nas do korzystnych dla niej ustępstw. Gdy nasz rynek był już niemal całkowicie otwarty dla przedsiębiorstw z krajów "15", UE przedstawiła warunki przystąpienia, które - jak to określił brytyjski "The Times" - przypominały operację wrogiego przejęcia spółki akcyjnej. Uzgodnione w Kopenhadze warunki nie zapewniają nam ani równoprawności, ani solidarności. Warunki te miały charakter dyktatu, który kraje kandydujące musiały zaakceptować, nie mając dobrej alternatywy dla członkostwa w UE.

Obecne rozszerzenie UE może w latach 2005 - 2009 zwiększać wartość produktu krajowego brutto "15" o 0,5 - 0,7 proc. rocznie, czyli od 45 do 64 mld euro, a w przeliczeniu na jednego mieszkańca od 115 do167 euro. Tymczasem nadwyżka wypłat netto dla nowych członków UE w latach 2004 - 2006 wyniesie zaledwie 11,8 mld euro, licząc rocznie 3,93 mld euro, czyli około 10 euro na jednego mieszkańca "15" (w Niemczech - 33 euro). Roczne wydatki budżetowe netto UE na nowe kraje członkowskie szacuje się na poziomie 0,04 proc. PKB "15", czyli poniżej połowy jednej tysięcznej.
Efektywność rolnictwa krajach "15" jest pięciokrotnie wyższa niż w przystępujących. Rolnicy w państwach kandydackich dostaną na początek tylko czwartą część wsparcia, jakie uzyskują rolnicy "15", a wyrównywanie warunków ma trwać 10 lat. Tymczasem zmiany we Wspólnej Polityce Rolnej są wprowadzane w sposób pogłębiający dyskryminację krajów przystępujących do UE.

Niemcy uzyskały rekompensaty z tytułu interwencji na rynku żyta. Polsce, która jest największym producentem tego zboża w Europie, rekompensat odmówiono. W sposób podobnie dyskryminujący wprowadzane są zmiany dotyczące cukru, masła, mleka, roślin energetycznych. Nie uwzględniono nas też przy rozdziale dotacji do ekstensywnej hodowli bydła. Kiedy do UE przyjmowano Szwecję, Finlandię i Austrię, w celu przeciwdziałania spekulacjom opodatkowano nadmierne zapasy tylko trzech towarów importowanych spoza Europy. Teraz na liście znalazło się ponad 200 towarów, w tym podstawowe polskie produkty rolne.

Widmo przyszłego kryzysu

W tej sytuacji nie może dziwić wrażliwość polskiej opinii na wszelkie inne przejawy nierównego traktowania nowych członków w projekcie traktatu konstytucyjnego. Arogancki i dyskryminujący nowych członków jest np. upór Niemiec w sprawie utrzymania zapisu, który uznaje za zgodną z zasadami ochrony konkurencji możliwość nieograniczonego stosowania pomocy państwa w ramach polityki gospodarczej, ułatwiającej rozwiązywanie spraw społecznych we wschodnich Niemczech. Dopóki RFN była jedynym krajem Unii, którego część gospodarki wymagała specjalnego potraktowania, przyznanie tej wyjątkowej klauzuli było zasadne. Teraz jednak do UE wchodzą kraje, które były biedniejsze od NRD. Zachowanie przyznanego Niemcom przywileju, a równocześnie pozbawienie takiego prawa innych państw postkomunistycznych, byłoby sprzeczne z fundamentalną dla integracji zasadą równości.

Politycy w Niemczech i we Francji straszą nas, że odmowa zgody na nowe zasady podejmowania decyzji grozi powstaniem Unii dwu szybkości. Ta wizja bardzo niepokoi niektórych polskich polityków. To nie zapisy nicejskie są jednak zagrożeniem przyszłości Unii Europejskiej, ale utrzymanie dyskryminacyjnych warunków członkostwa dla nowych krajów i zawieszenie zasady solidarności.

Przecież Europa dwu szybkości już dziś jest faktem. Unia walutowa jest właśnie taką grupą pogłębionej integracji. Bez silnego wsparcia rozwojowego niektóre nowe państwa członkowskie nie będą w stanie sprostać kryteriom udziału w niej. Największe zagrożenie dla przyszłości Europy stanowi utrzymanie podziału UE na bogate centrum i biedne peryferie, bo może to spowodować głęboki kryzys ekonomiczny, społeczny, a nawet polityczny w rozszerzonej Unii. Brak wyraźnych perspektyw przełamania takiego podziału zagrażać będzie politycznej stabilności kontynentu i osłabiać zdolność Europy do obrony jej pozycji w konkurencji globalnej.

Europa liczy zyski

W Unii Europejskiej rozpoczyna się właśnie debata na temat wielkości i kształtu budżetu na lata 2007 - 2013 oraz zasad polityki strukturalnej. Kraje przystępujące powinny przedstawić własne stanowisko w tej dyskusji, konkretne i dobrze uzasadnione. Chodzi o to, aby przekonać do niego nie tylko polityków, ale może przede wszystkim opinię publiczną w krajach "15", bo sytuacja gospodarcza Europy nie będzie sprzyjała postulatom nowych członków.

W państwach Unii Europejskiej politycy uzasadniali swe poparcie dla rozszerzenia potrzebą wzmocnienia stabilności politycznej Europy i przezwyciężenia jej historycznego podziału. Zwracano uwagę, że wiąże się to z kosztami. Przestrzegano, by nie były nadmierne. Jednakże obecnym członkom UE rozszerzenie przynosi wymierne korzyści ekonomiczne i wzmacnia konkurencyjność Europy na globalnym rynku.

Prezentacja kosztów i korzyści z rozszerzenia UE rodzi pewien kłopot polityczny. Otóż pomoc rozwojowa wypłacana jest z budżetu UE, a zatem łatwo ją obliczyć. Korzyści z integracji odnoszą natomiast przedsiębiorstwa. Wyodrębnienie tych korzyści jest trudniejsze i to właśnie powoduje, że niektórzy politycy przedstawiają opinii publicznej transfery budżetowe na rzecz biedniejszych krajów jako jedyne realne efekty przyjęcia do UE nowych państw. Traktowanie wypłat z budżetu jako kosztów rozszerzenia w oderwaniu od korzyści, jakie ono przynosi, staje się elementem gry politycznej. Rzeczywiste efekty integracji są oczywiście analizowane przez specjalistów i rezultaty ich badań są znane, lecz ci, którzy najwięcej zyskają, najmniej chętnie o tym mówią.

Otóż korzyści z rozszerzenia UE o nowych 10 państw, jakie odnosi gospodarka "15", są w wymiarze finansowym wielokrotnie wyższe niż wydatki budżetu UE na pomoc nowym członkom.

Unia biedniejsza o dwanaście procent

Ta sytuacja daje nowym państwom członkowskim prawo przedstawienia swojej wizji solidarności. Formułując swe postulaty, muszą jednak uwzględnić obecną sytuację gospodarczą w państwach "15", potrzebę ustanowienia nowej i rozbudowę niektórych rodzajów obecnej polityki wspólnotowej, a także oczekiwania krajów dotychczas korzystających z funduszy strukturalnych.

Propozycje rozwiązań powinny odwoływać się do doświadczeń z korzystaniem z pomocy strukturalnej, a także doświadczeń własnych z korzystania z pomocy przedakcesyjnej. Należy prowadzić konsultacje z Komitetem Regionów UE i rządami państw członkowskich, które otrzymywały pomoc strukturalną. Uzgodnienie wspólnego stanowiska nowych członków i tych, którzy dotychczas najwięcej korzystali z funduszy strukturalnych, jest prawdopodobnie równoznaczne z jego przyjęciem.

Dobrym punktem wyjścia wydaje się poparcie propozycji Komisji Europejskiej dotyczącej utrzymania górnego limitu wydatków budżetowych Wspólnoty na poziomie 1,24 proc. wspólnotowego dochodu brutto. Możliwe byłoby wówczas umiarkowane żądanie podniesienia pomocy strukturalnej dla nowych państw członkowskich tylko do poziomu, jaki jest określony na lata 2004 - 2006 dla słabiej rozwiniętych regionów "15" i wydatków z Funduszu Spójności.

Budżet postulowany przez Komisję pozwoliłby równocześnie na przyznanie odpowiedniej pomocy tym regionom "15", które wyłączone byłyby z niej na skutek tzw. efektu statystycznego. To bardzo ważny argument, bo tylko w takiej sytuacji można liczyć na poparcie naszych postulatów przez państwa, które obecnie korzystają z pomocy strukturalnej. W UE przysługuje ona regionom, w których PKB na jednego mieszkańca nie przekracza 75 procent średniej unijnej. Po przyjęciu 10 nowych, biedniejszych państw średni PKB na jednego mieszkańca obniży się o około 12,5 proc. i wiadomo już, że wiele regionów w UE, które dotychczas korzystały z pomocy, przekroczy obniżoną średnią.

Finansowy wymiar polityki wspólnotowej w latach 2004 - 2006 w krajach przystępujących do Unii jest już ostatecznie ustalony. W tym okresie nowe państwa członkowskie powinny nauczyć się korzystać z funduszy unijnych. Od tego zależeć będzie, jak wykorzystają w latach następnych wsparcie rozwojowe, którego wielkość i struktura będą kształtowane już z ich udziałem.

Dr hab. Jędrzej Krakowski jest dyrektorem Ośrodka Studiów Europejskich Uniwersytetu Śląskiego, w latach 1990 - 1994 był ambasadorem RP w Seulu.

© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.